Bezprecedensowy „udział” Chińczyków w tybetańskich protestach
strona główna

International Campaign for Tibet

11-03-2008

 

Bezprecedensowy „udział” Chińczyków w tybetańskich protestach

 

Pracownicy ambasady ChRL interweniowali - rzecz bez precedensu - podczas wczorajszych starć tybetańskich demonstrantów z nepalską policją w Katmandu. Również w Grecji chińscy urzędnicy filmowali i próbowali zakłócać pokojowy protest Tybetańczyków związany z Igrzyskami Olimpijskimi.

Powszechnie wiadomo, że ambasada Chin - mających ogromny wpływ na koalicyjny rząd Nepalu - instruuje tamtejsze Ministerstwo Spraw Wewnętrznych w związku z rocznicowymi demonstracjami Tybetańczyków, jednak wczoraj pracowników przedstawicielstwa widać było na ulicach Katmandu, „instruujących, rozstawiających i wydających dyspozycje funkcjonariuszom policji".

 

 

nepal10marca2008chinczycy_400
nepal10marca2008pobity_400
nepal10marca2008zatrzymanie_400
 

 

10 marca, z okazji rocznicy powstania w 1959 roku, przed stupą Boudha zebrało się kilka tysięcy Tybetańczyków, powiewających tybetańskimi flagami i skandujących niepodległościowe hasła. Policja użyła siły, żeby zapobiec przemarszowi manifestantów pod ambasadę ChRL. Zatrzymano ponad 100 Tybetańczyków, 20 odniosło rany.

Według naocznego świadka do konfrontacji miedzy demonstrantami - manifestującymi pokojowo - a policją doszło w okolicy mostu Batpatini. „Zapakowali około 50 Tybetańczyków do pięciu policyjnych furgonetek i dwóch ciężarówek. Ponad 20 próbowało uciekać. W czasie zatrzymania byli bici kijami, pałkami, pięściami i kopani. Wszystko to działo się na ulicy na oczach ludzi i trwało jakieś 15 minut".

 

Ponad stu Tybetańczyków osadzono na dziedzińcu komisariatu Gosala, ponad 10 zamknięto w komisariacie Boudha. Niemal wszystkich bito bambusowymi kijami i pięściami. Wokół posterunków zgromadzili się krewni i inni demonstranci, domagający się wypuszczenia zatrzymanych. Większość zwolniono wieczorem; nie postawiono im żadnych zarzutów.

 

„Policjantów w pełnym rynsztunku bojowym rozstawiono w różnych częściach miasta - powiedział ICT doświadczony obserwator z Nepalu. - Co najmniej 10 grup po 25 funkcjonariuszy oraz 450 przed ambasadą ChRL. Takiej manifestacji siły nie zorganizowano nigdy wcześniej".

 

Przed ambasadą stało pięciu Chińczyków i jeden Tybetańczyk w cywilnych ubraniach. Kiedy amerykański turysta próbował zrobić zdjęcie dwóm Chińczykom, wydającym polecenia nepalskim policjantom, pracownicy ambasady próbowali go powstrzymać. Jeden napluł na aparat. Chińczycy wzywali też po angielsku policjantów, żądając zatrzymania Amerykanina i odebrania mu aparatu, tym razem zostali jednak zignorowani.

 

Natomiast w Grecji telewizja BBC sfilmowała wczoraj pracowników chińskiej ambasady, którzy usiłowali nie dopuścić do symbolicznego protestu tybetańskich działaczy w Olimpii. Chińczycy fotografowali Tybetańczyków, zapalających własną pochodnię olimpijską. „Władze greckie powiedziały nam, że nie możemy wejść do świątyni, ponieważ mamy za duże torby - powiedział dziennikarzom jeden z działaczy - a pracownicy ambasady przyglądali się z boku". Kiedy dziennikarz BBC zapytał jednego z Chińczyków, dlaczego próbują zakłócić pokojowy protest w wolnym kraju, usłyszał, że jest głupi, a Tybet stanowi nieodłączną część Chin.