Zjazd udawania reform
strona główna

Teksty. Z perspektywy Chińczyków

 

Zjazd udawania reform

Bao Tong

Słyszy się dziś wiele egzotycznych poglądów na temat polityki Chin. Partia komunistyczna miała już jakoby wygrać i “rewolucję socjalistyczną”, i “nową rewolucję demokratyczną”, ale po pięćdziesięciu latach, jak nie dała, tak nie daje Chińczykom ani socjalizmu, ani demokracji. Choć do niedawna mieniła się partią proletariatu, pod jej rządami robotnicy i chłopi stoją najniżej w hierarchii społecznej.

Na szesnastym zjeździe KPCh kontynuowano malowanie fałszywych obrazów: obiecano kontynuowanie reform politycznych, nie mając zamiaru ich wprowadzać. W rzeczy samej projekt reform szesnastego zjazdu w niczym nie różni się od programu zjazdu piętnastego, co najlepiej świadczy o tym, że w ciągu ostatnich pięciu lat nie przeprowadzono żadnej reformy, i sugeruje, iż nowy zjazd zamierza trzymać się tych samych pustych obietnic.

W ostatnich latach wielu oddawało się jednak myśleniu życzeniowemu i naprawdę uwierzyło, że partia staje się “partią socjaldemokratyczną”. Jej przywódcy są dziś młodsi i bardziej technokratyczni. Do partii mogą teraz wstępować nawet kapitaliści. Partia głosi, że reprezentuje wszystkich Chińczyków, nie tylko proletariuszy. Kontynuuje jakieś reformy gospodarcze i przystąpiła do Światowej Organizacji Handlu (WTO). Czy to jednak wystarczy do przeobrażenia partii komunistycznej w socjaldemokratyczną? W takim myśleniu nie ma nic racjonalnego.

W zenicie rewolucji socjalistycznej, za czasów Mao, partia nigdy nie reprezentowała interesów proletariatu, odbierając robotnikom prawo do zakładania niezależnych związków zawodowych, a chłopom – niemal wszystkie prawa obywatelskie, polityczne, gospodarcze i społeczne. Teraz powiada, że zaczyna reprezentować kapitalistów i klasę średnią. Podobnie, jak jej wcześniejsze oświadczenia, te także kłócą się z rzeczywistością. Nawet kapitaliści i inni uprzywilejowani, którzy mogą dziś bogacić się “legalnie lub nielegalnie”, są pozbawieni podstawowych praw obywatelskich i nic nie ochroni ich przed arbitralnym aresztowaniem czy nieuczciwym procesem. Choć niektórzy doświadczyli już tego na własnej skórze, większość nowobogackich nadal wierzy w zbawczą moc pieniądza.

Zwróćmy uwagę na uderzające podobieństwo obu epok: jak proletariat był niezbędny do wygrania rewolucji i zapewnienia partii władzy, tak kapitaliści są dziś kluczem do utrzymania owej władzy przy pomocy systematycznej ekspansji gospodarczej. Tracą na tym, jak zwykle, robotnicy i chłopi, czyli przytłaczająca większość Chińczyków.

Fundamentalną przyczyną chińskiej choroby społecznej pozostaje “niedobór demokracji”, który wytworzyła absolutna władza partii. Co za różnica, że wiekowych autorytarnych aparatczyków zastępują młodsi autorytarni inżynierowie, a nawet kapitaliści? Niewielka. Podstawowy problem społeczny i polityczny pozostaje taki sam od chwili przejęcia władzy przez reżim komunistyczny. Wszyscy najwyżsi przywódcy – z Jiang Zeminem włącznie – dławili polityczne aspiracje ludu.

Niedobór demokracji zawsze będzie źródłem niepokojów społecznych, czyli dokładnie tego, czemu tak desperacko próbowali zapobiegać i starzy, i nowi przywódcy. Jedynym lekarstwem są prawdziwe reformy polityczne, które przeobrażą Chiny w państwo demokratyczne. Fałszywe deklaracje zmian nie zdadzą się na nic.

Chińczycy szukają demokracji od ponad stu lat. Znikli cesarze i generałowie wojen domowych, ale partia komunistyczna – która w trakcie rewolucji podrywała do boju słowem “demokracja” – pozostaje ostatnią przeszkodą na drodze do demokracji. Niezbędne reformy społeczne i polityczne ciągle składa się na ołtarzu “stabilizacji”, a wciąż jest ona tak krucha, że każdy zjazd wywołuje gwałtowne spekulacje o perspektywie zmian. Ostatnie trzy zjazdy, od czternastego do szesnastego, dowodzą, że przywódcy partii tkwią w pułapce zbudowanego własnymi rękoma paradoksu: odmawiają wprowadzenia reform ze strachu przed rozpadem w sowiecki stylu, narzucając przy tym nowe represje, które przynoszą jedynie chwilowy spokój i pogłębiają przepaść społeczną.

Mam nadzieję, że nowych przywódców, w tym Hu Jintao, stać na wizję wprowadzenia konkretnych demokratycznych przemian. Póki co wydaje się jednak, że w imię zachowania stabilizacji wpiszą się raczej w spuściznę poprzedników. Będzie to wielki błąd, wynikający z przeceniania ryzyka, jakie wiąże się z reformami. Zrozumienie i poprawienie owego błędu wymagać będzie odwagi.

Wielkość Deng Xiaopinga polegała na poprawianiu popełnionych przez Mao błędów; jego słabością było trwanie przy maoistowskim aksjomacie absolutnej władzy partii. Chińczycy okazywali bezprzykładną tolerancję wobec klęsk swych przywódców nawet po katastrofie, jaką była rewolucja kulturalna Mao. Społeczne protesty w 1979 i 1989 roku były pokojowymi apelami o zmiany, a nie wyzwaniem rzuconym władzy partii. Owej tolerancji nie wolno uznać jednak za rzecz naturalną i pewną.

Mao i Deng utrzymywali, że charakter narodu chińskiego różni się zasadniczo od tak zwanego “modelu zachodniego”. Na trzech ostatnich zjazdach powtarzano, że demokracja jest zbyt “zachodnia”, a więc nieodpowiednia dla Chin. Cóż jednak oznacza podział na “wschodnie” i “zachodnie” w postkomunistycznych Chinach, które przystąpiły do WTO? Podejmowane w latach 1989-91 bezskuteczne próby zawrócenia biegu reform ekonomicznych dowodzą, że nic, nawet użycie siły na Tiananmen w 1989 roku, nie mogło powstrzymać rozpadu gospodarki, która opierała się na planowaniu centralnym. Na tej samej zasadzie nieuchronne są również reformy polityczne i demokracja. Kwestią jest tylko to, jak długo będą się przed nimi bronić nowi chińscy przywódcy.

22 listopada 2002

 

 

 

 

 

Bao Tong, były dyrektor Biura Reform Politycznych Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Chin, był najwyżej postawionym członkiem partii, którego uwięziono za sprzeciwianie się użyciu siły na Tiananmen. Zwolniony z więzienia w 1996 roku jest ciągle inwigilowany przez policję. Artykuł ten ukazał się pierwotnie w The New York Times.